m

poniedziałek, 25 stycznia 2016

Niesamowite, jak kojące mogą być krople deszczu, bębniące o szybę.
Jakby płakały za ciebie.
I usypiasz tak na kilka godzin, by pozbyć się bólu.
Chciałabym napisać coś nowego, ale moja wena się zakorkowała. Jakbym miała wyciągnąć nitkę to wyciągnęłabym cały kłębuszek. Jakbym dostała kijem bejsbolowym w brzuch i leżała z przemieszanymi wnętrznościami.
Nowe uczucie.
Może faktycznie jestem obłąkana albo próbuje zwrócić na siebie uwagę choć wcale o tym nie wiem.
Ból, który sama sobie tworze... żałośnie to brzmi. Niby wszystko zmyślam, wyolbrzymiam?
Powiedzcie komuś coś takiego prosto w twarz. Gwarantuje, że poczuje się jakby ktoś go nazwał "rozpieszczonym bachorem".
Nie płaczę, nie rozpaczam, boli nadal po kilku godzinach snu, więc pośpię jeszcze trochę. Wtedy to wspomnienie się oddali, jak zawsze.
Nigdy więcej się nie poskarżę. Obiecuję. Choćby nie wiem, jak bolało już słówkiem nie pisnę. Czego oko nie widzi, czego ucho nie słyszy, tego sercu nie żal.
W razie czego po prostu zasnę. Na przystanku "koszmar" jest przecież wiele pięknych snów...


Podzielę się z wami pewną piosenką. Nie jest moja, nie mnie dotyczy, ale jest dla mnie niezwykle ważna, choć nie chcę jej zbyt często słyszeć.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz