Mam wszystko, choć to znika.
Każde "ja" błądzi, choć jest w tym samym miejscu.
Jestem smutna, choć się uśmiecham.
Znasz mnie choć ciągle się zmieniam.
Wspominasz mnie, choć zapominasz.
Każda z moich ran już nie jest głęboka. Każda z moich ran tylko czasem się otwiera. Czekam spokojnie na śmierć, choć już jej nie pragnę. Moim aktem odwagi jest planowanie przyszłości. Czasem patrząc na lekcji prze okno, wspominam dawne czasy. Parzę w niebo i myślę co teraz robisz. Czy ze swoją dziewczyną? Czy jesteś szczęśliwy? Czy opierasz głowę na ramieniu, tak jak wtedy, gdy siedzieliśmy razem w ławce? Może siedzisz zasłuchany w słowa nauczyciela? A może piszesz kartkówkę? Jeżeli tak, to życzę szczęścia.
Czasami mam wrażenie, że mimo, iż byłeś tym pierwszym, to będziesz również tym ostatnim. Nie wyznam już nikomu swoich uczyć. Może ze strachu, może z dumy. Miłość nigdy już nie będzie tak niewinna, bo wtedy stoczyłam się na dno i nadal nie wyszłam na powierzchnię. Byłabym szczęśliwa, widząc twój uśmiech na twarzy, nie dlatego, że nie myślę o sobie, ale dlatego, że cierpiałabym, widząc, że cierpisz.
Nadal myślisz, że to dziecinne i nieprawdziwe uczucie?
Tylko Ty usłyszałeś moje prawdziwe "Kocham Cię"
