Barwy naszych uczuć
tworzą drugi świat
Znowu się pokłóciłam z rodzicami. Jak zwykle o to, że za mało robię.
Mam tego serdecznie dosyć, bo nawet jak mam stan podgorączkowy to muszę w czymś pomagać i nie mogę nawet na chwilę siąść na kanapie i pogapić się w ekran albo pośpiewać do ulubionej piosenki, Wyjątkiem jest nauka, wtedy jak widzą, że to do szkoły to zostawiają mnie w spokoju.
Jednak nie chcę, żeby moje życie kręciło się szkoła-pomoc w domu.
Po za tym gdyby byli milsi to nawet więcej bym pomagała.
Później i tak kończę płacząc w poduszkę i po raz kolejny pojawiają się pytania "dlaczego tak robią?" "gdzie popełniłam błąd?" "jaki w ogóle to wszystko ma sens?". Z tym ostatnim pytaniem pojawiają się niezbyt przyjemne myśli.
Przez ich takie zachowanie po jakiejś godzinie płaczu robię się osowiała i obojętna, a wtedy uwierzcie mi, nie mam nawet ochoty wyjść z pokoju (chyba, że jest to balkon i przyspieszona droga na parter).
Wiem, że powinnam pomagać w domu, by później móc więcej od nich wymagać, ale odkąd pamiętam za brak pomocy obrywałam, nawet obelgami (jedną z nich pamiętam nawet do dzisiaj, słowo w słowo).
Chociaż, jak zrobię coś większego, to przynajmniej przez chwilę czuję, że są ze mnie zadowoleni.
Jedyną rzeczą, jaką do tej pory żałowałam, były moje narodziny. Pewnie dlatego nie lubię swoich urodzin :P
ale skoro teoretycznie to dar od Boga to staram się to docenić i wykorzystać jak najlepiej