Czasami chcę nie istnieć. Być jak pył, bo nie chcę, byś patrzył na mój smutek, braciszku...
Przyszedł, w białym garniturze i czarnej koszuli. Wyszłam do niego na balkon.
- Mówiłem Ci, że ją zabieram
- Wiem, to mój brat
- Nie zauważył, a jednak zrobił to co by zrobił, gdyby wiedział?
- To nie moja wina!
- Jesteś coraz silniejsza, nie mogę jej zatrzymywać, jeżeli sama nie chcesz. Twoje uczucia same ją wyrwały z moich rąk. Jutro ponowie próbę.
- Nie chcę
- A chcesz to?- w mojej głowie pojawiło się tysiące myśli, głosów, wszystko to co najbardziej bolało, miłość, strach, poczucie winy, zazdrość, bezsilna złość. Zlały się w jedno wielkie cierpienie. Osoby, rodzice, fałszywe przyjaciółki, Filip, nawet cień Jasia się pojawił, oczy brata. Słowa najlepszej przyjaciółki: Ona jest nienormalna, oczywiście w złym znaczeniu tego słowa. Łzy stworzyły dwa Nile, spływające jak wodospad Niagara. Skuliłam się.
- PRZESTAŃ!!!- wrzasnęłam. Poczułam jego ręce, które mnie unoszą i przytulają jak małą dziewczynkę. Uwielbiam być tak przytulana.
- To ty- powiedział siadając pod ścianą na balkonie. Nadal trzymał mnie w ramionach. Zdążyłam się przyzwyczaić do jego zimnej, suchej i pożółkłej skóry
- To nie ja, to moje wspomnienia
- Które Ciebie tworzą, kochanie
- Chyba niszczą-
Pocałował mnie najpierw w lewą, później prawą powiekę i powiedział
- Spójrz- wskazał zachód słońca. Oczy zaczęły mnie lekko szczypać. Wszystko było takie intensywne, widziałam kolory, których nie da się odpisać.
- Piękne
- Dla ludzi, nie dla mnie
-Szkoda, że brat tego nie zobaczy
- Tego też?- wskazał na moją ręke, widniały na niej dwie świeże rany, od żyletki.
- Nie chce go martwić, sama sobie poradzę, jestem silniejsza.
- To, że przestałaś raczkować, tylko stoisz na dwóch nogach czyni Cię silniejszą.
- Zamknij się kretynie i przytul.
Silny uścisk i nagle go nie ma.
- Przyjdę- cicha obietnica wisi w powietrzu




