m

środa, 26 marca 2014

Spotkanie

Czasami chcę nie istnieć. Być jak pył, bo nie chcę, byś patrzył na mój smutek, braciszku...

Przyszedł, w białym garniturze i czarnej koszuli. Wyszłam do niego na balkon.
- Mówiłem Ci, że ją zabieram
- Wiem, to mój brat
- Nie zauważył, a jednak zrobił to co by zrobił, gdyby wiedział?
- To nie moja wina!
- Jesteś coraz silniejsza, nie mogę jej zatrzymywać, jeżeli sama nie chcesz. Twoje uczucia same ją wyrwały z moich rąk. Jutro ponowie próbę.
- Nie chcę
- A chcesz to?- w mojej głowie pojawiło się tysiące myśli, głosów, wszystko to co najbardziej bolało, miłość, strach, poczucie winy, zazdrość, bezsilna złość. Zlały się w jedno wielkie cierpienie. Osoby, rodzice, fałszywe przyjaciółki, Filip, nawet cień Jasia się pojawił, oczy brata. Słowa najlepszej przyjaciółki: Ona jest nienormalna, oczywiście w złym znaczeniu tego słowa. Łzy stworzyły dwa Nile, spływające jak wodospad Niagara. Skuliłam się.
- PRZESTAŃ!!!- wrzasnęłam. Poczułam jego ręce, które mnie unoszą i przytulają jak małą dziewczynkę. Uwielbiam być tak przytulana.
- To ty- powiedział siadając pod ścianą na balkonie. Nadal trzymał mnie w ramionach. Zdążyłam się przyzwyczaić do jego zimnej, suchej i pożółkłej skóry
- To nie ja, to moje wspomnienia
- Które Ciebie tworzą, kochanie
- Chyba niszczą-
Pocałował mnie najpierw w lewą, później prawą powiekę i powiedział
- Spójrz- wskazał zachód słońca. Oczy zaczęły mnie lekko szczypać. Wszystko było takie intensywne, widziałam kolory, których nie da się odpisać. 
- Piękne
- Dla ludzi, nie dla mnie
-Szkoda, że brat tego nie zobaczy
- Tego też?- wskazał na  moją ręke, widniały na niej dwie świeże rany, od żyletki.
- Nie chce go martwić, sama sobie poradzę, jestem silniejsza.
- To, że przestałaś raczkować, tylko stoisz na dwóch nogach czyni Cię silniejszą.
- Zamknij się kretynie i przytul.
Silny uścisk i nagle go nie ma.
- Przyjdę- cicha obietnica wisi w powietrzu


wtorek, 25 marca 2014

Wiem, widzialam, czulam...

Dziś poszłam do małego parku, odpocząć po szkolnych torturach śmiechu, myślałam, że go nie spotkam, myliłam się...

Diabeł siedział na ławce. Zjawa w czarnym garniturze i białej koszuli. Spokojnie mi się przyglądał. Nogi same mnie do niego niosły, jakby nie moje.
- Może pójdziemy na huśtawki?
- Nie, bo spadniesz, kochana
Siadłam koło niego i mimo słońca było mi zimno. Zawsze tak było, zawsze gdy był blisko robiło się zimno.
- Spójrz na swój nadgarstek- podwinęłam rękaw.
- Blizny, jak zawsze. Chyba nie sądzisz...
- Nie sądzę, od tego Bóg. Ja wiem, to się zbliża.
- Nie chce drugi raz, nie kiedy się podniosłam, poczekam, On mnie dostrzeże, ja w to wierzę- jęknęłam
- Nie dasz rady, jesteś dla niego kolejną wariatką, jak dla Filipa, skończy się gorzej, spójrz na swoje ręce powyżej nadgarstków- zdjęłam bluzę i spojrzałam.
Drobne czerwone kropki krwi, prawie nie widoczne.
- Wiem, sypię się. Już niedługo.
- Nie pokazuj nikomu, wytrzymaj trochę. To depcze Ci po piętach, bóle brzucha i te głowy, o których nikomu nie mówisz. To osłabienie i zawroty głowy. Pęcherzyk to tylko przypadek
- Wiem. Boję się.
- Czego, śmierci?
- Nie, tego, że się mylisz i będę żyć w bólu. Znowu- przytuliłam się do niego.
- Jutro będzie ten dzień. Zamilkniesz.
- Nie, moi przyjaciele będą się obwiniać, że się obraziłam. Nie jutro, prosze.
- Ewentualnie pojutrze. Wiesz, że to musi być, taka cena.
- Ale mój brat... pewnie będzie się martwił.
- On nie zauważy, widziałaś to.
- Pewnie masz racje, brata obchodzę trochę, Jego wcale, filip zapomniał, siostry mają siebie nawzajem. 
- Powinnaś się poddać.
- Zapomniałeś, że poddałam się w piątek, w czerwcu w 2011 roku? Że wtedy umarłam, jako dziecko?
- Ale wstałaś jako Samanta, umarła żyjąca i żywa umierająca- zaśmiał się, tak strasznie.
- Karolina, królowa walcząca, o nosie czarownicy, uszach kujona, włosach topielca, krzyku banshee i czole z marsa- mruknęłam uśmiechając się.
- Idę już, przyjdę we śnie dziś lub jutro.
- Jak zsyłasz sen to żebym w nim nie była mordowana- powiedziałam, ale już zniknął. Posiedziałam jeszcze trochę na ławce, Jasiu poddaje się, pomyślałam nim zadzwoniłam do taty, żeby mnie odebrał.


poniedziałek, 24 marca 2014

Nieznana

"Ci, co śnią za dnia, wiedzą o wielu rzeczach niedostępnych dla tych, co śnią tylko nocą." Edgar Allan Poe

Śniąc na jawie, a właściwie to nie śniąc. My po prostu mamy dar widzenia czegoś, czego inni nie widzą, W różnym stopniu. Niektórzy mylą to z ludzkim światem, niektórzy odróżniają je, niektórzy widzą cienie, niektórzy widzą jasne znaki, czują je i od czasu do czasu dostrzegą cień lub całość, niektórzy tylko czują. Pierwsza grupa wariuje i trafia do wariatkowa, druga świruje, zarabia na tym lub nie zwraca uwagi, trzecia pogłębia wiedzę, odprawia różne rytuały lub nie zwraca uwagi, czwarta z tym żyje, piąta tego nie dostrzega albo w małym stopniu. Ja zaliczam się do 4 grupy. To co się widzi ciężko wytłumaczyć, szczególnie dla mnie, bo niewiele widzę, ale czasem takie coś ratuje nasze dusze. Jednak mimo wszystko to też pogrąża naszą duszę. 

Mnie to uratowało. 

Stałam z zamiarem samobójstwa. Niebo przykryte było szarymi chmurami. Jednak, kiedy już siadałam na barierce zobaczyłam, że chmury się rozchylają. Jasne pasmo białego światła słonecznego, jak światło lampy padło na skraj lasu, widoczny z miejsca, w którym byłam. Promienie oświetliły coś wyraźnie białego na tle ciemnych drzew, to coś miało niebieską maskę. Kiedy tak patrzyłam na To, zalała mnie fala spokoju. Wiedziałam, że powód, dla którego chciałam skoczyć, że się pomyliłam, że to był ktoś inny. Problem w tym, że to nie była moja myśl, to była jej myśl. Czułam, widziałam, wręcz słyszałam. Prosiła mnie, żebym nie zrezygnowała, bo coś jeszcze czeka albo ktoś. Poczułam od niej, że nie dożyję starości, ale Coś się stanie, coś...


niedziela, 23 marca 2014

Tak tylko troche...

Trochę mi smutno, trochę się boję, trochę mi zimno, trochę płaczę, tak tylko trochę nie chce mi się żyć.

Budzę się w nocy, bo koszmar miałam. Rano w szkole opowiem o nim ze śmiechem. Teraz siądę przy oknie i spojrzę na gwiazdy. Pomyślę o Tobie, potęsknię, popłaczę, pomyślę jak słodko musisz wyglądać, kiedy śpisz i o tym jak mało dla Ciebie znaczę. Rano wstanę, pójdę do nowej szkoły, będę się śmiać, nie zabłądzę do Ciebie, ni myślą, ni słowem. Nie będę udawać, że jestem radosna, bo jestem, ale po zmroku, gdy nikogo przy mnie nie ma, czuję chłód i łzy słone. Nikomu o tym nie powiem, bo po co? Skoro nikt temu nie zaradzi.
 :'(


sobota, 22 marca 2014

Czas na Nas

Nasze życie może się skończyć, w każdej chwili. Nie boję się śmierci, życie mnie tego nauczyło.


Tik, tak, szybko płynie czas
może prędko zabierze nas?
tu czeka tylko strach i cierpienie
problemy i serce, jak ciężkie kamienie
po drugiej stronie
łzy nie uronię
dusza wzniesie się wolna
jeżeli do kroku w śmierć będę zdolna