Ciągle potykam się o własne nogi
Przewracam to na jedną, to na druga twarz
Słaniam się momentami nie widząc realności
Umieramy raz po raz
By z nowym dniem obudzić się w czyimś słowie
Doszukując się cienia pomyślności
Z prawej do siedmiu ze szczęściem w sercu
Miło słuchać, jednak trudniej powiedzieć
Wszystko to co pulsuje tworząc serce
Analizuję wszystko wokoło zbyt obsesyjnie
Nie będąc jedynie pewna własnych siebie
Dlatego nie składam obietnic
Bo "ja" jutro będzie "nią" Bo jedyna liczbę mnogą tworzy