m

niedziela, 3 kwietnia 2016

Ciągle potykam się o własne nogi
Przewracam to na jedną, to na druga twarz
Słaniam się momentami nie widząc realności

Umieramy raz po raz

By z nowym dniem obudzić się w czyimś słowie
Doszukując się cienia pomyślności


Z prawej do siedmiu ze szczęściem w sercu 
Miło słuchać, jednak trudniej powiedzieć
Wszystko to co pulsuje tworząc serce


Analizuję wszystko wokoło zbyt obsesyjnie
Nie będąc jedynie pewna własnych siebie
Dlatego nie składam obietnic


Bo "ja" jutro będzie "nią" Bo jedyna liczbę mnogą tworzy

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz