Nic nie usprawiedliwia mojej słabości
gdy jedno czyjeś słowo mnoży się w mojej głowie
i otwiera wszystko co pozamykałam
wszystko jak lawina spada na mnie
trzęsę się na skraju z zimna, bólu
Czemu nie umiem być silniejsza?
Moją winą jest to cierpienie
jak moją winą jest to, że żyję
największy grzech
gdzie nie pójdę
zawsze strach, przed tym co było
że upadnę i znowu zobaczę ciemność
że światło zgaśnie
znowu będę za szybą
z maską hamleta do grania normalności
omdlewam, spadam,
uciekam w sen
w zapomnienie odsyłam
to co powraca
z drobnym słowem z drobną nutą
jak wiatr zimny i samotny
przecinający łany zbóż
nienawidzę tego co w środku noszę
stertę zakurzonych pudeł pełnych smoły
co kiedyś zalała
ponad połowę duszy, serca
straciłam cząstkę tego,
na to miejsce włożyłam strach
poddałam się
przestałam walczyć o odzyskanie
dawnej miłości
by móc kogokolwiek nią obdarzyć
Boże, jeszcze na koniec przypomnę
cowieczorną modlitwę
"Nie chcę się obudzić"
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz