m

niedziela, 7 lutego 2016

Często zastanawiam się, jak to jest możliwe, że normalnie funkcjonuje mimo tego całego bagna uczuć i wspomnień.
Jak można się śmiać, cieszyć, ogólnie żyć, mając na barkach przeszłość.
Odpowiedź jest chyba dość prosta.
Zapomnienie.
Przesunięcie tego tak głęboko, jak tylko się da i udawanie, że to już nie istnieje.
Jak zaszyfrowany plik, w dziale "moje dokumenty", a nie na "pulpicie"
wszystko co nie jest "teraz"a się zdarzyło, staje się przeszłością.
Gorzej jeżeli ktoś przypadkiem znajdzie szyfr.
To może być piosenka, miejsce, nawet słowo lub gest.
Wtedy jak za pociągnięciem niewidzialnej nitki, wspomnienie się otwiera.
Znienacka, nagle, gwałtownie.
Zasłania cały pulpit i co gorsza- zawiesza się. Nie możesz wtedy nic zrobić. Albo się wyłączysz, albo poczekasz, waląc ze złością w klawiaturę.
Myślisz, że zapomniałeś, że to już nie wróci, wtedy znowu słyszysz kod dostępu i "bam"
Trzeba powoli niszczyć to wspomnienie, zabierać kolejne piksele ze wspomnienia, aż w końcu zniknie.
To bardzo długi proces, ale zwykle w końcu się udaje :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz