Znowu mam totalnego doła.
W piersi mnie boli, każdy oddech pali, choć słone łzy spływają po moich policzkach. Bardzo boli. To nie jest świeży smutek. Jest bardzo stary, ale nie mogę się go pozbyć. Nie umiem przelać go na słowa, nie umiem go namalować, nawet łzy wydają się mało odpowiadające. Czasami ten ból dochodzi do głosu, ale rzadko. Wtedy wokół mnie robi się ciemno, a wszystko tak strasznie boli. Wtedy mam ochotę zrobić sobie krzywdę. Walnąć głową w ścianę i stracić przytomność, rozciąć sobie rękę. Chcę zniknąć, być zakopaną dwa metry pod ziemią. To tylko kilkanaście minut błędnego koła. Chciałabym powiedzieć, że jestem szczęśliwa. Mam wszystko. Dlatego staram się nie dać tego po sobie poznać.To, że taki ból, smutek jeszcze w mnie istnieje. W końcu mój braciszek mnie wyleczył, prawda? Dlatego staram się powstrzymać od cięcia i na razie mam tylko zdarty naskórek po paznokciach.
Żałosne.
Zwykle załamuje się dopiero pod prysznicem. Łzy od razu się zmywają, a woda łagodzi zadrapania. Dzisiaj zdążyłam załamać się w szkole. Powinnam była to przewidzieć, w końcu już na lekcji czułam, że chcę namalować coś w czarnych smutnych i tajemniczych barwach, a nie mogłam. Na szczęście w szatni była tylko jedna osoba i to akurat ta, której ufam. I tak mi wstyd.
Ech.., a wiki się dziwiła, że w marzeniach na religii wpisałam "śmierć"
Muszę przeżyć. Dla filipa, dla innych. Przejść to życie, szkoła, praca, rodzina, emerytura itd.
Jednak czuję, że nigdy nie zapomnę tego co przeżywam. Nie zapomnę o pierwszej miłości, o bólu, o tym, jak ciemność może być bezpieczna, a ciepło złudne. Może to czcze pisanie, jednak naprawdę tak czuję. Mam nadzieję, na siłę, która podniesie mnie najgorszego upadku.Nadzieję pokładam w przyjaciołach.
Boże, tym razem proszę z całego serca, pomóż.
Szczerze proszę Cię o pomoc Boże.
Żebym doceniała każdą minutę życia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz