m

środa, 10 grudnia 2014

Dziesiąty dzień grudnia

Mam całą masę zaległości w postaci popraw sprawdzianów. Nie chce mi się nic robić. Mam ochotę siedzieć w łóżku, słuchać muzyki i płakać w poduszkę. Z resztą, to trochę tak, jak zwykle.

Dzisiaj w szkole było spotkanie z fotografem i archeologiem, Robertem Słabońskim. Fajny facet. Trochę się jąkał, ale ciekawie mówił :) Opowiadał o wykopaliskach w Egipcie i Ameryce środkowej ^w^ dowiedziałam się trochę i w końcu zauważyłam różnice pomiędzy Aztekami, a Majami.
Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś spotkam podobną osobę i posłucham takiej opowieści.

Śnił mi się Michał... znowu... Grr... tym razem to była szkolna wycieczka, gdzie był mój sąsiad- Michał i znajomy ze szkoły- Michał. Graliśmy razem w karty xC Dlaczego mi się śnią?! Jednego znam głównie z widzenia i jest rok młodszy, a z drugim chodzę na tańce i w sumie nigdy nie rozmawialiśmy, jest rok starszy.
Nie lubię własnych snów.
W przednim śnie był pan od plastyki, który czegoś ode mnie chciał, a w szkole grasował demon, przed którym uciekałam, a gdy uciekałam wpadłam na schodach na Michała(tego starszego, ze szkoły) , przytrzymał mnie, ale to bolało, więc się wyrwałam i się... obudziłam. Kiedy w realnej szkole przechodzę przez tamto miejsce nadal mam dreszcze. Nie lubię facetów...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz