Wszystkie scenariusze, które wymyślamy, nigdy się nie spełnią, bo nie bez powodu życie ciągle nas zaskakuje.
Wczoraj wróciłam z Anglii. Wcale nie było tak źle, pomijając fakt,
że ON przyczepił się do dziewczyny-cud. Wiecie, taka idealna.
Idealna fryzura, spory biust, krągłości, wesoła, dowcipna, łagodna itd.
Aniołek. Mówię to w pozytywnym znaczeniu.
Rodzina, u której mieszkałam była czarnoskóra i wbrew stereotypom
bardzo miła. Koleżanki z wycieczki nie przypadły mi do gustu. Ich
słownictwo było niekiedy dość wulgarne.
Lot samolotem był na pewno niezwykłym przeżyciem i mimo bolesnych
dla mnie zmian wysokości chciałabym kiedyś to powtórzyć.
Z kolei, z powodu sporego obciążenia finansowego i braku wolnego czasu
(to nie tak, że nie mam go wogule, tylko nie cierpię na jego nadmiar) nie
mogłam pojechać na urodziny moich przyjaciółek (jedna ma dziś, druga jutro).
I'm sad :'(
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz