Dziś poszłam do małego parku, odpocząć po szkolnych torturach śmiechu, myślałam, że go nie spotkam, myliłam się...
Diabeł siedział na ławce. Zjawa w czarnym garniturze i białej koszuli. Spokojnie mi się przyglądał. Nogi same mnie do niego niosły, jakby nie moje.
- Może pójdziemy na huśtawki?
- Nie, bo spadniesz, kochana
Siadłam koło niego i mimo słońca było mi zimno. Zawsze tak było, zawsze gdy był blisko robiło się zimno.
- Spójrz na swój nadgarstek- podwinęłam rękaw.
- Blizny, jak zawsze. Chyba nie sądzisz...
- Nie sądzę, od tego Bóg. Ja wiem, to się zbliża.
- Nie chce drugi raz, nie kiedy się podniosłam, poczekam, On mnie dostrzeże, ja w to wierzę- jęknęłam
- Nie dasz rady, jesteś dla niego kolejną wariatką, jak dla Filipa, skończy się gorzej, spójrz na swoje ręce powyżej nadgarstków- zdjęłam bluzę i spojrzałam.
Drobne czerwone kropki krwi, prawie nie widoczne.
- Wiem, sypię się. Już niedługo.
- Nie pokazuj nikomu, wytrzymaj trochę. To depcze Ci po piętach, bóle brzucha i te głowy, o których nikomu nie mówisz. To osłabienie i zawroty głowy. Pęcherzyk to tylko przypadek
- Wiem. Boję się.
- Czego, śmierci?
- Nie, tego, że się mylisz i będę żyć w bólu. Znowu- przytuliłam się do niego.
- Jutro będzie ten dzień. Zamilkniesz.
- Nie, moi przyjaciele będą się obwiniać, że się obraziłam. Nie jutro, prosze.
- Ewentualnie pojutrze. Wiesz, że to musi być, taka cena.
- Ale mój brat... pewnie będzie się martwił.
- On nie zauważy, widziałaś to.
- Pewnie masz racje, brata obchodzę trochę, Jego wcale, filip zapomniał, siostry mają siebie nawzajem.
- Powinnaś się poddać.
- Zapomniałeś, że poddałam się w piątek, w czerwcu w 2011 roku? Że wtedy umarłam, jako dziecko?
- Ale wstałaś jako Samanta, umarła żyjąca i żywa umierająca- zaśmiał się, tak strasznie.
- Karolina, królowa walcząca, o nosie czarownicy, uszach kujona, włosach topielca, krzyku banshee i czole z marsa- mruknęłam uśmiechając się.
- Idę już, przyjdę we śnie dziś lub jutro.
- Jak zsyłasz sen to żebym w nim nie była mordowana- powiedziałam, ale już zniknął. Posiedziałam jeszcze trochę na ławce, Jasiu poddaje się, pomyślałam nim zadzwoniłam do taty, żeby mnie odebrał.

Może to Ty jesteś spoiwem? Co jeżeli bez Ciebie rozsypią się rzeczy niezniszczalne z Twojego punktu widzenia? Niektórzy ludzie nie potrafią czytać w myślach.
OdpowiedzUsuń~Sylwia
Dziękuję za te pytania, pomyślę nad nimi :)
Usuń